Kim jestem?
Tytuł: „Złodziejka”
Autor: Katarzyna Wasilkowska
Gatunek: powieść obyczajowa
„Złodziejka” to najnowsza powieść Katarzyny Wasilowskiej. Książka wciąga od pierwszej strony. Wydarzenia dzieją się szybko i jest dużo zwrotów akcji, tak jak w prawdziwym życiu. Główną bohaterką jest piętnastoletnia Marika, zwana Mery. Dziewczyna ma w domu problemy, czuje się nierozumiana i nie dogaduje się z rodzicami. W szkole też nie jest lepiej, tym bardziej że egzaminy ósmoklasisty i wybór liceum tuż-tuż. Dlatego Mery znalazła sobie swoją tajemniczą oazę spokoju. Spędza tam każdą wolną chwilę i nareszcie czuje się spokojna, wolna i bezpieczna.
Wszystko zmienia się jednak pewnego dnia... Na lepsze czy gorsze? Tego nie zdradzę, ale Mery, lawirując między prawdą a kłamstwem, musi sobie odpowiedzieć na pytania: Kim jestem? Jaka chcę być?
Uważam, że „Złodziejka” to książka o poszukiwaniu siebie, swojego miejsca na ziemi, prawdy i sensu życia. To także książka o cierpieniu, o tym, że „tylko Bóg zawsze wybacza. Z ludźmi bywa różnie...”. I – co najważniejsze – o dokonywaniu wyborów, które mogą zaważyć na całym życiu.
Moim zdaniem książka jest bardzo dopracowana: dogłębnie poznajemy główną bohaterkę, rozumiemy jej sposób myślenia i motywy postępowania. Miałam poczucie, że Mery to rzeczywista postać.
Dodatkowymi atutami książki są dobrze oddany język współczesnych nastolatków – rzeczywiście często tak mówimy :) – oraz dołączona lista piosenek, których słucha Mery, a którą również można odsłuchać na YouTubie lub Spotify.
„Złodziejkę” czyta się w niektórych momentach ze łzami w oczach. To bardzo porywająca książka, poruszająca trudne i ważne tematy, takie jak moralność, uczciwość, walka z samym sobą, samotność i opuszczenie. Uważam, że powieść K. Wasilkowskiej powinien przeczytać każdy – i młody, i trochę starszy czytelnik.
W mroku tajemnic
Tytuł: „Truchlin”
Autor: Vojtěch Matocha
Truchlin to dzielnica Pragi. Jest ona jednak inna. Dlaczego? Ponieważ nie działa tam elektryczność: lampy, telefony czy komputery... żaden z nowoczesnych wynalazków. Na Truchlinie nawet latarka nie świeci, a poza nim – znów zaczyna. Nikt nie wie, dlaczego tak jest. W tej dzielnicy Pragi świat zatrzymał się w XIX w.
Jednak pewnego dnia Truchlin zaczyna się powiększać. Coraz większą część miasta ogarnia ciemność, wszystko gaśnie. Rośnie panika, ale wszyscy są bezradni – nie są w stanie poradzić sobie z nieznaną potęgą. W takich okolicznościach poznajemy Jirkę i En, głównych bohaterów powieści, którzy zostają wplątani w mroczną grę na wielką skalę, gdzie przegrana może kosztować nawet życie...
Czy zdołają zapobiec katastrofie zbliżającej się wielkimi krokami? Czy wkrótce cała Europa zostanie pozbawiona elektryczności? I jakie tajemnice skrywa Truchlin? Przeczytajcie sami!
Widzę jednak także wady tej książki: za dużo, według mnie, jest w niej „szczęśliwych przypadków”, dzięki którym główni bohaterowie wpadają na jakiś trop. Myślę, że mogłoby być trochę mniej takich przypadkowych rozwiązań, ponieważ momentami akcja wydawała się niewiarygodna. Autor miał ciekawy pomysł na fabułę – bohaterowie musieli sobie radzić bez użycia współczesnych wynalazków, np. telefonu czy nawet latarki. Jednak jeden mały wyjątek od tej reguły pozostawił – żałuję, że zabrakło pełnej konsekwencji tej koncepcji.
Mimo małych niedociągnięć fabularnych polecam „Truchlin” – bardzo mi się podobał! Można spędzić emocjonujące popołudnie przy tej książce, a przy okazji podjąć refleksję nad tym, czy na pewno wszyscy tak bardzo pragną postępu nauki, techniki? Warto się nad tym zastanowić! 💙
PS
Po czesku tytuł brzmi: „Prašina”, co jest grą słów, ponieważ – jak przeczytałam – nawiązuje do słów „pražská” (od słowa Praga, „praska”), i „prach”, co oznacza „kurz” lub „pył”. Podkreśla to klimat starej, zapomnianej, „przykurzonej” dzielnicy. W języku polskim Truchlin kojarzy mi się z czasownikiem „truchleć”, czyli „drętwieć z przerażenia”, i rzeczownikiem „truchło”, czyli „ciało zmarłego”, co z kolei podkreśla klimat grozy.Światło czy cień?
Tytuł: „Wielka Republika Cafatos”
Autor: Joanna Hanna Suszczyńska
Gatunek: powieść z elementami fantasy
W tytułowej Wielkiej Republice Cafatos panują straszne zasady: władze Republiki chcą mieć całkowitą kontrolę nad ludźmi, którzy są zastraszani i wtrącani do więzień za najmniejsze przewinienie; w sklepach, do których ciągną się długie kolejki, brakuje towarów; a także panuje całkowita cenzura. Łatwo się domyślić, że jest to odzwierciedlenie PRL-u. Do tego właśnie strasznego państwa trafia pewna osoba...
Haska to dziewczyna, która się wyróżnia. Czym? Sama nie wie. Może swoimi niesamowitymi żółtymi oczami? Haska nie zna swojego pochodzenia, nie ma matki ani ojca. Jest samotna i życie swoje spędza na wędrówce. Wszystko zmienia się jednak pewnego dnia, gdy natrafia na polankę zamieszkaną przez starszą kobietę i deginy, tajemnicze istoty, przypominające psy, ale umiejące mówić. Od tego momentu życie Haski zdecydowanie przyspiesza.
Dziewczyna okazuje się być kimś więcej, niż wszyscy przypuszczali. Wiele tragicznych tajemnic wychodzi na jaw, a Haska zdobywa przyjaciół, na których może liczyć w najtrudniejszych momentach. Wyraźnie zaznaczona granica między dobrem a złem w czynach ludzkich oraz wzruszająca historia i nieoczekiwane wydarzenia – to wszystko sprawia, że książkę zapamiętacie na długo!
Muszę jednak przyznać, że czasami miałam wrażenie, że nie do końca rozumiem wizję świata przedstawionego przez autorkę. Niektóre stworzenia opisane były tak, że aż trudno mi było je sobie całkowicie wyobrazić. Na przykład deginy – wielkie, podobne do psów, z grzywami końskimi i cechami ludzkimi. Trochę dziwne, prawda?
Uważam, że „Wielka Republika Cafatos” to książka o fascynującej fabule, która trzyma w napięciu przez cały czas. Uczy nas tego, że nigdy nie jest za późno na zmiany i że swoje błędy zawsze można naprawić. I to jest optymistyczne podejście do życia!
Zemsta – to czynienie dobra czy zła?
Tytuł książki: „Hrabia Monte Christo”
Autor: Aleksander Dumas
Gatunek: powieść przygodowa
fot. Pola Lewandowska
Głównym bohaterem jest, jak już wspomniałam, Edmund Dantes, młody, 19-letni marynarz, mający niedługo zostać kapitanem. Szczęśliwy, wraca z rejsu na Marsylię, gdzie spotyka się z ukochaną Mercedes, mającą niedługo zostać jego żoną. Jednak nie wszystko toczy się tak pięknie, jak mogłoby się zdawać. Z powodu złośliwych intryg Danglarsa (chcącego zamiast Dantesa zostać kapitanem statku) i Fernanda (kochającego Mercedes) Dantes trafia do więzienia.
Po czternastu latach Dantes wychodzi na wolność jako zupełnie inny człowiek – jako hrabia Monte Christo przepełniony żądzą zemsty. Odtąd nagradza sprawiedliwych i karze nikczemnych. Mści się na swoich wrogach i dawnych oprawcach. Zdaje mu się, że zemsta dodaje mu sił. Mówi sam o sobie, że jest ręką Opatrzności.
Dopiero na koniec rozumie... że to nie tak. Że „nienawiść zaślepia, gniew ogłusza, a ten, kto pragnie zaspokoić żądzę zemsty, może przypadkiem napić się goryczy”. Przebacza innym, bo sam potrzebuje przebaczenia. Rozumie wreszcie, że zemsta nie jest najlepszą drogą, że nie jest to czynienie dobra w imię Boga. Że to Bóg jest jedyną istotą wyższą, której nikt nie może się równać. I że największą mądrością są słowa:
„Czekać i nie tracić nadziei!”
„Hrabia Monte Christo” jest napisany dynamicznie, ale i przy tym refleksyjnie. Plastyczne opisy nie nudzą, a barwnie opisane postaci wydają się realistyczne. Powieść ponadto jest wielowątkowa. Niektóre wątki są tak szczegółowo rozbudowane, że mogłyby składać się na osobną książkę (dodam, że równie ciekawą).
Podsumowując, bardzo mi się podobała powieść Dumasa. Uważam, że to piękna, poruszająca książka o życiu i ważnej roli przebaczenia, które daje ulgę. Ta powieść uświadamia nam, że zemsta nie daje ukojenia, ponieważ jest podsuwana przez szatana. Zamiast tego Bóg zachęca nas do wymówienia jednego słowa: „wybaczam”, które zmienia wszystko.
Gorąco polecam „Hrabiego Monte Christo”!
Równi i równiejsi
Tytuł książki: „Folwark zwierzęcy”
Autor: George Orwell
Gatunek: powieść alegoryczna
fot. Pola Lewandowska
Powieść George'a Orwella zaczyna się niewinnie: na Folwarku Dworskim zwierzęta organizują bunt, pozbywają się właścicieli i zaczynają same rządzić folwarkiem, który nazywają Zwierzęcym. Dbają o niego i początkowo są całkowicie szczęśliwe i wolne. Nikt nie ma wątpliwości, że żyje się im lepiej.
Jednak później nie wszystko układa się tak pięknie, jak na początku. Świniom, które przejęły rządy, władza uderza do głowy. Zaczynają rządzić: resztę zwierząt zastraszają, zmuszają do całkowitego posłuszeństwa i pracy ponad siły. Oszukują też niemiłosiernie, ale oczywiście wszystko to robią – jak mówią – „dla dobra ludu”.
Każda grupa zwierząt na folwarku ma swoją symbolikę. O, nie miejcie wątpliwości, autor żadnej postaci nie stworzył ot tak! Specjalnie posłużył się zabiegiem antropomorfizacji, żeby przez powieść alegoryczną powiedzieć coś istotnego. Zacznijmy więc od świń. Uosabiają inteligencję, spryt, ale także zachłanność, żądzę władzy i bezwzględność. Konie są symbolem łatwo manipulowanych robotników; psy symbolizują brutalną policję polityczną i narzędzie władzy, a osioł – sceptyczną inteligencję.
Władza folwarku naginała prawa do własnych wygód. Świnie zmieniały główne zasady zwierząt wtedy, kiedy coś im nie pasowało. Na przykład gdy chciały spać na ludzkich łóżkach hasło: „Żadne zwierzę nie będzie spać w łóżku”, zmieniły na: „Żadne zwierzę nie będzie spać w łóżku W POŚCIELI”. W końcu doszły do reguły: „Wszystkie zwierzęta są równe, lecz niektóre są równiejsze od innych”. Jak to wszystko odnosi się do rzeczywistości?
No cóż, oczywiście to przywodzi na myśl totalitaryzm. Słyszałam wcześniej o państwach totalitarnych, takich, jak ZSRR i Trzecia Rzesza, a w teraźniejszości np. Korea Północna, ale dopiero powieść Orwella uświadomiła mi, jakie obywatele tych państw mieli (i mają!) straszne i przerażające życie. Wręcz nieludzkie. Jak żyć pod całkowitą kontrolą i w zastraszeniu? Nie wiem, ale czytając tę książkę, czułam głęboką wdzięczność za to, co mam i co nie tak często doceniam. Za wolność.
Po lekturze „Folwarku zwierzęcego” można zrozumieć tragedię państw totalitarnych i poczuć to, co czuli obywatele takiego ustroju, przepracowani, oszukiwani, a przede wszystkim zniewoleni. Bardzo polecam do przeczytania! Cieszmy się wolnością, którą mamy! Książkę warto przeczytać ku przestrodze i nie tylko. :)
Kiedyś to były czasy...
Tytuł: „Zwyczaje towarzyskie”
Autor: Baronowa Staffe
Miejsce i rok wydania: Lwów 1898
Gatunek: poradnik towarzyski
Zawsze ciekawi mnie to, jak żyli nasi przodkowie. Jak wyglądało ich życie codzienne, a jak zachowywali się podczas uroczystości? Oczywiście, można się tego dowiedzieć z książek. Jednym z takich źródeł jest poradnik towarzyski Baronowej Staffe, który przedstawia etykietę XIX wieku. Baronowa pisze o tym, jak należy się zachowywać podczas różnych wydarzeń. Opisuje wszystkie szczegóły przygotowań i przebiegu uroczystości, takich jak: chrzciny, urodziny, bale, śluby czy pogrzeby. Ale też udziela rad dotyczących prowadzenia rozmów, korespondencji, podarunków, strojów czy kosmetyków. Niektóre porady dziś wydają się przestarzałe, a inne – mimo upływu ponad 100 lat – zadziwiająco aktualne. Wybrałam kilka cytatów ze „Zwyczajów towarzyskich”. Ciekawe, czy przestrzegacie tego wszystkiego, co Baronowa uważała za niezwykle ważne, wręcz konieczne? :)
„Śmiesznem jest bezustanne fotografowanie się i rozdawanie wszystkim bez wyboru swojego wizerunku, dowodzi to bowiem, że posiadamy spory zasób dość naiwnej miłości własnej”.
„Rodzice mówią o swych: córkach «nasze córeczki» – później: «nasze córki» – ale nigdy: «nasze panienki»”.
„Często zdarzało mi się słyszeć zwrócone do więcej osób takie pytanie: «Jak zdrowie państwa?». Cóż za śmieszne pytanie! O zdrowie pyta się każdego z osobna, ale nigdy zbiorowo”.
„Zaklinam was panowie i panie, nie perfumujcie się przesadnie, ku utrapieniu waszych bliźnich”.
„Obraźliwość jest szkaradną i nieznośną wadą. Radziłabym każdemu, kto jest nią dotknięty i drugich wkoło siebie dręczy, by jak najprędzej postarał się pozbyć tego wstrętnego nałogu. Zapewniam przytem, że obraźliwa osoba ani sama nigdy szczęśliwą nie będzie, ani swemu otoczeniu szczęścia nie przyczyni”.
„Rękawiczki należy ubierać, kiedy wychodzimy na ulicę, na przechadzkę, do kościoła, na bal, do teatru. Idąc na obiad do kogoś, zostajemy w rękawiczkach aż do chwili, w której siadamy do stołu; kiedy zupę podają, zdejmujemy je i wsuwamy nieznacznie do kieszeni. Przeciwnie z kapeluszem i płaszczem: z tych rozbieramy się zaraz, jak tylko przyjdziemy”.
„Jeżeli się zdarzy, że kobieta i mężczyzna równocześnie wstępują po schodach na górę, to mężczyzna idzie naprzód: jeżeli schodzą z góry, to mężczyzna pozwala wyprzedzić się damie”.
„Przyjaciołom i znajomym winniśmy składać jak najprędzej życzenia, jeśli ich spotka coś dobrego lub radosnego; możemy im winszować pisemnie lub osobiście”.
„Najpiękniejszym przybraniem pokoju są [...] wazki, pełne pięknych kwiatów, ze smakiem porozstawiane, książki tu i owdzie w pięknym nieładzie ułożone”.
„Mężczyzna nigdy nie podaje pierwszy ręki kobiecie. Ona powinna o tem pierwsza pomyśleć. «Królowa mówi zawsze pierwsza», ponieważ zaś w stosunkach w wielkim świecie kobieta jest królową, jej więc zostawia się w tem przynajmniej pierwszeństwo przed mężczyzną. [...] Mężczyzna, uściskający rękę kobiecie, nie powinien zapominać, że to nie dobry jego kolega, a więc nie powinien ręki miażdżyć”.
„Najlepiej wykluczyć z rozmowy swoje ja, tak nudne i kłopotliwe dla drugich”.
Dlaczego lubię „Jeżycjadę”?
Tytuł serii: „Jeżycjada”
Autor: Małgorzata Musierowicz
Gatunek: powieść obyczajowa
Liczba części: 22 plus zerowa
• Humor
Czytając „Jeżycjadę”, często się śmiałam. Ma to może związek z tym, że sami bohaterowi lubią się śmiać i często to robią. Znajdują łatwo jakiś powód do śmiechu, czasami błahy problem, z którym nie mogą się chwilowo uporać. Gdy wgłębiałam się w świat jeżyckich bohaterów, to mimochodem przejmowałam ich zwyczaje. Jak jest napisane w „Szóstej klepce”, człowiek „ma sześć zmysłów. Ten szósty jest, kto wie, czy nie najbardziej potrzebny. To zmysł humoru. Im częściej się nim posługujemy, tym życie wydaje się łatwiejsze”. Małgorzata Musierowicz skonstruowała tak dużo zabawnych sytuacji i postaci, że czytając o nich, od razu poprawia się humor.
Zawróć!
Tytuł: „Włócznia”
Autor: Louis de Wohl
Gatunek: powieść religijna
fot. P. Lewandowska
Książki Louisa de Wohla zawsze bardzo mnie poruszają i sprawiają, że myślę o nich jeszcze przez długi czas. Autor z rozmachem opisuje losy świętych i kandydatów na świętych – tych bardzo odległych, jak Dawid z Jerozolimy, i tych bardziej współczesnych, jak papież Pius XII z XX wieku. Czytając te książki, nieraz się wzruszam, śmieję się i denerwuję na bohaterów. Dzięki de Wohlowi odkryłam, że każdy może zostać świętym, nawet ten, kto z pozoru sprawia wrażenie, że zupełnie się nie nadaje.
Jedną z moich ulubionych części jest „Włócznia”. Akcja dzieje się w I wieku naszej ery. Głównym bohaterem jest Kasjusz Longinus, młody i bogaty Rzymianin, który żyje pełnią życia. Wszystko komplikuje się jednak, gdy ojciec Kasjusza traci majątek. Od tego momentu nic nie jest jak dawniej. Kasjusz zostaje żołnierzem, stacjonującym w Jerozolimie. Widzi okrucieństwo Rzymian wobec Żydów i odkrywa, że Rzym, który kiedyś tak kochał, wcale nie jest idealny.
Kasjusz Longinus był tym, który stał pod Krzyżem Chrystusa. Tym, który Go ukrzyżował. Tym, który wbił włócznię w bok Pana Jezusa.
We „Włóczni” pięknie i poruszająco opisana została śmierć Pana Jezusa. Czytając to, mogłam naprawdę wyobrazić sobie ten straszny i zarazem wspaniały dzień oraz to, co czuli ludzie, wierzący i nie, patrzący na mękę samego Boga. Nawróciło się wtedy wiele osób, a w tym Kasjusz Longinus, który wiele lat później sam oddał życie za wiarę i został świętym Kościoła katolickiego.
Bardzo polecam powieści de Wohla. Czytając je, człowiek zbliża się do Boga i ma chęć zawrócenia, naprawienia wszystkiego. Mnie wiele dały te opowieści o świętych – zwykłych, a zarazem niezwykłych ludziach. Mam nadzieję, że przeczytacie choć jedną książkę i wyciągniecie z niej coś dla siebie!
Nie daj się omamić
Tytuł: „Blizny po ważce”
Autor: Agnieszka Grzelak
Gatunek: powieść fantasy
Bardzo mi się spodobała i zapadła mi głęboko w pamięć książka Agnieszki Grzelak pt. „Blizny po ważce”. Jej główna bohaterka, Nin Everett, osiemnastolatka, jest inna niż wszyscy. Swoje dzieciństwo spędziła na wyspie tropikalnej, a młodość – w bogatej posiadłości ciotki. Nin nie pasowała do kręgu arystokratów, w którym z konieczności się obracała. Jeszcze jedna cecha odróżniała dziewczynę od innych. Nin nigdy się niczego nie bała. Z jednej strony każdy by tak chciał, a z drugiej – strach jest potrzebny, „sprawia, że stajemy się ostrożni, ostrzega nas przed niebezpieczeństwem, nie pozwala nam podejmować działań, które zagrażają naszemu życiu”.
Właśnie przez ten brak strachu Nin wplątała się w tajemniczą sprawę magicznej ważki. Nieporozumienia narastały, aż w końcu dziewczyna trafiła do innego świata. Świata, w którym jedynym celem była wojna. Mieszkańcy Hażaru nie zastanawiali się, po co walczą, byli bezmyślni. Gdy Nin trafiła do tego świata, odkryła, że wszystkich łączą srebrne blizny, uczynione przez mechaniczne ważki. Wkrótce dziewczyna i na swojej dłoni dostrzegła blizny i zauważyła, że nie może już jasno myśleć na niektóre tematy. Jej umysł spowijała mgła, jak gdyby była kontrolowana przez kogoś potężniejszego.
I tu został poruszony wspaniale i obrazowo temat sztucznej inteligencji. Mieszkańcy Hażaru byli w pełni zależni od ważek, w których znajdował się tak zwany myślący kamień. W naszych czasach nazywamy tak komputer. Sztuczna inteligencja całkowicie kontrolowała umysły ludzi i stawiała im jeden cel, który sama sobie obrała. Taka sytuacja uświadomiła mi, że jeśli zaniechamy ostrożności w używaniu komputerów, to kiedyś mogą one przejąć władzę nad całym światem i ludzkością…
Taki przerażający scenariusz pokazała w swojej powieści Grzelak. Myślę, że dzięki tej książce wielu z nas może nauczy się czegoś ważnego i nie dać się omamić „myślącemu kamieniowi”. Mnie bardzo się podobały „Blizny po ważce” i chętnie kiedyś do tej powieści wrócę. To świetna książka zarówno dla kogoś, kto chce dobrze spędzić czas przy porywającej historii, jak i dla kogoś, kto ma otwarty umysł i lubi analizować problemy naszego świata. Bardzo polecam do przeczytania!
Podróż do głębi
Tytuł książki: „Mały Książę”
Autor: Antoine de Saint-Exupéry
Gatunek: powiastka filozoficzna
fot. Pola Lewandowska
„Mały Książę” to powiastka filozoficzna Antoine’a de Saint-Exupéry’ego. Powstała w czasie II wojny światowej, a zadedykowana została przyjacielowi autora – Leonowi Werthowi. Już w samej dedykacji Exupéry sugeruje, że jego książka będzie poruszać tematy związane z dzieciństwem, ale też z dojrzewaniem.
Po pierwszych stronach lektury „Mały Książę” wydawał mi się trochę infantylnym i nudnym utworem. To wrażenie dziecinności potęgowały jeszcze ilustracje autorskie, będące częścią książki. Dopiero po powtórnym przeczytaniu i głębszym zastanowieniu się doszłam do wniosku, że dzieło Exupéry’ego jest niebanalne!
Akcja „Małego Księcia” rozgrywa się na Saharze, gdzie Pilot, a zarazem narrator utworu, musiał awaryjnie lądować. I to właśnie tam, na pustyni, spotkał on Małego Księcia. Zaprzyjaźnił się z nim i poznał historię życia chłopca.
Tytułowy bohater opuścił swoją asteroidę B-612 i wyruszył w podróż, podczas której poznał nie tylko świat, lecz także samego siebie. Odwiedzał planety dorosłych – Króla, Próżnego, Pijaka, Biznesmena, Latarnika i Geografa – mających różne nałogi i złe przyzwyczajenia. Czego tam doświadczył? Do jakiego wniosku doszedł? Tego nie chcę zdradzić, ponieważ odkrywanie sensu tej powiastki przynosi dużą satysfakcję.
Uważam, że „Małego Księcia” powinien przeczytać każdy! Książka porusza ważny temat: miłość, która wymaga pielęgnacji i do której trzeba dojrzeć. Niemniej jednak istotna jest przyjaźń. Lis, przyjaciel głównego bohatera, powiedział mu, że na zawsze jest się odpowiedzialnym za tego, kogo się oswoiło. Dlatego właśnie miłość i przyjaźń łączą się z odpowiedzialnością. Wszystko to zostało tak pięknie i wzruszająco opisane, że tekst stanowi źródło niezliczonych cytatów i złotych myśli.
Im dłużej myślę o „Małym Księciu”, tym więcej dostrzegam jego przesłań, takich jak na przykład to, że wartości, relacje między ludźmi i marzenia są dużo ważniejsze niż rzeczy materialne oraz że w głębi serca warto pozostać dzieckiem. Istnieje wiele interpretacji tej powiastki, dlatego każdy może wyciągnąć z niej coś dla siebie. Bardzo polecam przeczytanie utworu Exupéry’ego i głęboką refleksję nad nim!
O, ciekawe. Chyba przeczytam książkę :)
OdpowiedzUsuń